Decyzję o wybraniu się na zgrupowanie kolarskie w Przesiece organizowane między 18 a 20 marca 2016 przez ekipę Road MTB Trainers podjęliśmy jak tylko dowiedzieliśmy się o jego organizacji. W planach trzy ciekawe dni urozmaiconych treningów w górzystym terenie – zapowiadało się wyśmienicie. Pod nieobecność Piotrka Kurczaba, który na dalekich Filipinach zdobywał akurat tytuł Akademickiego Mistrza Świata MTB XCO, całość organizacji i prowadzenia została w rękach Maćka Stanowicza i to z nim dograliśmy szczegóły wyprawy. W związku z warunkami panującymi na górskich szlakach i zimą w pełni padło na treningi szosowe, ale ze wskazaniem na rowery MTB. Wniosek urlopowy na biurku szefa zatwierdzony, wniosek urlopowy na biurku żony zatwierdzony warunkowo, pakowanie tobołów i po małych problemach z zainstalowaniem czterech rowerów na auto lecieliśmy już silnym składem w kierunku Karkonoszy. Coś podkusiło nas żeby przetestować wariant przez A2 i Zieloną Górę, co podsumowując nie było raczej najbardziej udanym w przedsięwzięciem logistycznym w historii polskiego MTB.

Tak czy owak zaliczając posiłek regeneracyjny na trasie meldujemy się po dłuższej chwili pod wskazanym adresem na ulicy Karkonoskiej 49. Szybkie rozpakowanie, przywitanie z Maćkiem, przebranie w „odzież roboczą” i w okolicy godziny 18:00 wszyscy meldują się na treningu. Rozbieganie w kierunku Wodospadu Podgórnej gdzie meldujemy się już po zmroku. Na powrocie czas na trochę ćwiczeń ogólnorozwojowych. Czas na odświeżenie, przebranie i uzupełnienie deficytu kalorycznego podczas kolacji. Po niej spotkanie organizacyjne, szersze poznanie się w gronie obecnych i planowanie dnia następnego. Grzecznie przed 23:00 wyciąg i regeneracja.

Poranek przywitał nas bardzo mgliście z temperaturą w okolicy zera. Rozruch poranny, śniadanie i przygotowanie do wyjazdu na trasę. Ekipa zebrana, część na MTBkach, część na szosach, wszyscy głodni podjazdów. Trening kolarski rozpoczął się o 10:00 zjazdem z Przesieki do Podgórzyna gdzie każdy swoim tempem rozpoczął zmagania na asfaltowej pętli Podgórzyn – Marczyce – Sosnówka – Borowice – Podgórzyn.

Początek płaski wzdłuż Zbiornika Sosnówka drogą wojewódzką #366, która kręcąc w prawo za zbiornikiem lekko pnie się pod górę – rozgrzewka! Mocni zawodnicy zniknęli już dawno za wzniesieniem, reszta też już go prawie pokonała. Ja jak zawsze udałem się na z góry upatrzoną pozycję na tyłach stawki pracując nad założeniami treningowymi, które tego dnia mówiły o pracy nad wytrzymałością siłową i poprawą mocy generowanej na progu przemian beztlenowych. W Sosnówce trasa skręciła w prawo w ulicę Liczyrzepy, która po kilkuset metrach zaczęła mocno i zarazem malowniczo piąć się pod górę. Podjazd długości około 4 kilometrów ze średnim nachyleniem 6% to gatunek na wymarciu w okolicy Poznania.

Dlatego mimo, że nogi nie były zbyt zadowolone, bo każdy żywy kilogram wagi trzeba było wwieźć na górę to papa darła się od ucha do ucha. Wypłaszczenie przy skręcie na Karpacz, ale nasza trasa leci prosto w kierunku Borowic. Lekki podjazd i zjazd a wszystko zakończone wisienką na torcie w postaci krótkiej, ale bardzo intensywnej wspinaczki do Sosnówki Górnej. Najgorsze za mną. Teraz można popuścić wodze fantazji i wykorzystać atuty wagi 100kg+ na prawie 4 kilometrowym zjeździe do Podgórzyna. Pozycja ultra – opływowa, zamknięte wszystkie wloty powietrza i można testować. Oczywiście z głową na karku, bo droga jest normalną szosą z ruchem samochodowym z kilkoma ostrymi zakrętami gdzie w najlepszym przypadku można wyjść z zakrętu po zewnętrznej i modlić się o brak auta jadącego w górę a w ciut gorszych okolicznościach przyrody zaliczyć można przyłożenie kilkadziesiąt metrów niżej w dolince ze strumykiem. Tak czy owak poza dwoma miejscami gdzie trzeba zredukować prędkość można lecieć ile fabryka dała – wspaniałe uczucie. W Podgórzynie na mostku przy wagonie tramwajowym w prawo i wbitka na drugie okrążenie. Podsumowując cała pętla to około 12-13 kilometrów długości i kilkaset metrów w pionie. Według rozmowy z Maćkiem pokonanie jej dla średnio ogarniętego jeźdźca to jakieś 30 – 40 minut. Nie liczyłem mojego czasu na pierwszym kółku, ale stawiałbym raczej na około 50 minut, co ze spokojem mogę zrzucić na to, że nie znałem trasy ;). Kolejne dwie pętle to już czasy w okolicy 40 minut, ale szczerze powiedziawszy skupiałem się bardziej na podziwianiu okolicy i kontrolowaniu tętna z kadencją niż na patrzeniu na zegarek. Szybka decyzja czy wyrobię się z czasem i czy warto zaczynać czwartą pętlę – pewnie, że warto! Czas trochę gonił, z lekkim uczuciem deficytu energetycznego zakończyłem ostatni podjazd i razem z napotkanym Maciejem zjechaliśmy w dół do Podgórzyna.

Na wspomnianym już wcześniej mostku przy prędkości 1 km/h i zmianie biegu z przodu spadł mi łańcuch – kadencja ponad 900 obrotów na minutę, rozpaczliwe łapanie równowagi i efektowna gleba w pozycji „do pacierza”. Kolega spojrzał tylko z politowaniem, uśmiechnął się i poleciał dalej. Ja pozbierałem się, oceniłem szkody w garderobie i udałem się w drogę do pensjonatu. Cztery kilometry podjazdu minęły dosyć szybko. Nadszedł czas na prysznic, obiad i regenerację. Po godzinie 15:00 wyruszyliśmy na trening uzupełniający w postaci marszu do Schroniska Odrodzenie. Niecałe 12 kilometrów marszu i ponad 600 metrów przewyższeń w zapadającym się, głębokim śniegu weszło doskonale. Pogoda może nie rozpieszczała, ale były momenty, gdy wiatr przeganiał chmury i można było zawiesić oko na wspaniałych widokach.

Zejście do pensjonatu, kolacja, regeneracja i spotkanie organizacyjne, podczas którego przyszło naszej czwórce oglądać jakże ważną potyczkę Kolejorza z Legią. Mecz się odbył, kibice nie zawiedli – resztę chyba warto przemilczeć, bo nasze nażelowane gwiazdy nie miały w tym meczu zbyt wiele do powiedzenia. Błogi sen pomógł na szczęście zapomnieć o grze naszych wirtuozów piłki kopanej.

Niedziela to wczesna pobudka i rozruch na świeżym, górskim powietrzu, po czym nadszedł czas na śniadanie i lekki odpoczynek. O tej samej porze, co dzień wcześniej ruszył ostatni trening tego zgrupowania. Znany już nam zjazd do Podgórzyna i pętla rozgrzewkowa.

Postanawiam pobawić się trochę w fotoreportera, jednak robienie zdjęć na szybko telefonem nie gwarantuje jakości najwyższych lotów. Mniej więcej w połowie pętli wpadamy na pomysł żeby po wdrapaniu się do Sosnówki Górnej nie zjeżdżać w dół, ale wdrapać się kolejne kilka kilometrów do Karpacza Górnego. Na miejscu sceneria już mocno zimowa. Podpytujemy lokalnego kierowcę busa czy jest opcja wrócić jakąś inną drogą asfaltową do Przesieki, poza zjazdem przez Karpacz i powrotem na drogę #366 innych opcji nie ma. Wdrapujemy się jeszcze dalej do Świątyni Wang na kilka zdjęć. Wynajdujemy tam szlak zielony, który według znaków prowadzi terenem do Przesieki. Początek po ubitym śniegu bardzo przyjemny.

Niestety po pewnym czasie szlak zamienia się w ledwo wydeptaną ścieżkę zasypaną ponad metrową warstwą śniegu, którą nie ma opcji przejechać. Musimy zawrócić do Karpacza i zjechać do Sosnówki tym samym asfaltem, którym wdrapaliśmy się na górę. Jest bardzo zimno, kolejny zjazd do Podgórzyna przewiewa nas do szpiku kości. W planie mieliśmy uderzyć w teren w niższych partiach, ale zmarznięci i z deficytem czasu decydujemy się na powrót do bazy. Podjazd do pensjonatu już na spokojnie w większej grupie wracających, rozkręcamy nogi. Po powrocie dopakowywanie rzeczy przygotowanych już wstępnie do wyjazdu i upragniony obiad. Przez wgląd na długą drogę powrotną nie marnujemy czasu – pakujemy torby, montujemy rowery na bagażniki i żegnamy się z resztą ekipy. Teraz już tylko kilka godzin jazdy i po godzinie 19:00 meldujemy się w Poznaniu.

Podsumowując – doskonały wyjazd! Były to dobrze przepracowane trzy dni. Treningi i wszystkie pozostałe elementy ułożyły się w wartościową całość, która idealnie wplotła się w przygotowania do ciężkiego sezonu. Serdeczne podziękowania dla Maćka za organizację i profesjonalne prowadzenie zgrupowania. Dla wszystkich uczestników ogromne podziękowania za miłą atmosferę i wspólne treningi a dla naszej ekipy samochodowej za wspólny wyjazd – było wesoło. Osobne podziękowania dla Przema za bezpieczny transport w obie strony.

Do następnego!

Galeria:

Zgrupowanie Road MTB Trainers
avatar
%d bloggers like this: