Raz na jakiś czas, niestety niezbyt często, udaje się pogodzić wszelkie kwestie i wybrać na wędrówkę w Tatry. Tym razem padło na Tatry Wysokie. Załatwiając kilka innych spraw po drodze zameldowaliśmy się w Zakopanem w czwartek koło południa. Wyruszyliśmy z Kuźnic w kierunku kolejki na Kasprowy Wierch gdzie wrzuciliśmy na ruszt coś na ciepło. Zrobiło się już dosyć późno więc wyruszyliśmy żwawo na żółty szlak w kierunku Karczmiska. Po drodze na Polanie Jaworzynka napotkaliśmy innego podróżnika, który nie śpieszył się jednak do dalszej podróży.

dsc_0039 Zostawiliśmy kolegę i ruszyliśmy dalej zaczynając podejście w okolicy Wyżnej Polany Jaworzynka.

dsc_0044 Na szlaku byliśmy raczej sami, minęliśmy tylko kilka osób schodzących do Kuźnic. Po dłuższej chwili dotarliśmy do Karczmiska gdzie nasz szlak łączył się ze szlakiem niebieskim idącym w kierunku Doliny Gąsienicowej. Kilka ostatnich kroków podejścia i naszym oczom ukazał się cel naszego wypadu.

dsc_0046 Teraz już tylko szybki marsz do naszej bazy wypadowej czyli schroniska Murowaniec gdzie zostawiamy plecaki i zupełnie na lekko udajemy się nad Czarny Staw Gąsienicowy. Tam w pełnej okazałości przy nadchodzącym zmroku możemy podziwiać Kościelec, który planujemy zaatakować następnego dnia rano.

dsc_0050 Spotykamy kilka osób podpytując o warunki w wyższych partiach – jak się okazuje bywa specyficzne, żeby nie powiedzieć miejscami trudno. Pamiętać trzeba, że zima w Tatrach zawitała już na dobre kilka tygodni wcześniej i mimo obecnie panującej jesieni zmarznięty śnieg i lód nadal zalegają na szlakach. Do schroniska wracamy już po zmroku

dsc_0060 Tutaj spotykamy mega pozytywną ekipę zaprawioną w górskich bojach. Po 22:00 czas spać bo rano trzeba ruszać. Nasz pokój dziesięcioosobowy jest raczej pusty, poza nami i poznanym kolegą jest jeszcze chłopak z Kanady wędrujący samotnie po Tatrach. Pobudka, śniadanie i przepakowujemy plecaki na wersję lekką. Pogoda gorsza niż dzień wcześniej, ale czas wyruszać.

dsc_0068 Przez całą drogę towarzyszą nam chmury i mgła. W okolicy Czarnego Stawu Gąsienicowego widoczność spada do kilkunastu metrów. Zaczyna padać deszcz. Odbijamy na czarny szlak w kierunku Karbu. Zaczyna się dosyć mocne, kamieniste podejście. Zakładamy kaski w razie gdyby noga poślizgnęła się na wilgotnych głazach.

dsc_0070 Gdy dochodzimy na Karb robimy małą przerwę na uzupełnienie płynów i kalorii. Ostatnie uzgodnienia co do dalszego etapu i ruszamy na górę. Wiatr nagle rozwiewa chmury i mgłę ukazując nam Kościelec w pełnej krasie strasząc na drugim planie zaśnieżoną Świnicą.

dsc_0078 Nie ukrywam, że robi się nam trochę nieswojo gdy spoglądamy w górę, ale Karb zostawiamy za sobą. Nastrój poprawiają wspaniałe widoki na okolicę z Kasprowym i Giewontem pozdrawiającymi nas z daleka, nie ma tylko co patrzeć w dół w kierunku Czarnego Stawu Gąsienicowego bo droga daleka i pionowa…. Pierwsze trudności to śliska, eksponowana mocno płyta, którą trzeba pokonać stawiając stopy na kilku – centymetrowej półce.

dsc_0086 Potem spokojniejszy fragment zakończony półką, na którą trzeba się wspiąć. Kijki ewidentnie już tu przeszkadzają więc czas się z nimi rozstać. Przeszkodę pokonujemy na spokojnie, to nie wyścig.

dsc_0096 Szlak trawersuje od lewej do prawej co chwila zmieniając kierunek. Na wysokości 2000 metrów, czyli 150 metrów przed szczytem musimy skręcić w prawo w mocno eksponowanym miejscu omijając wystającą skałę. Problem w tym, że długi odcinek gdzie trzeba postawić nogę pokryty jest lodem. Jest go za dużo na but, ale za mało na raki. Próbujemy coś wymyślić jednak po chwili rozmowy podejmujemy decyzję o odwrocie. Jest zbyt ślisko i zbyt niebezpiecznie. Ciężko odpuścić, ale zdrowie ważniejsze. Zaczynamy schodzić w kierunku Karbu pokonując ponownie przeszkody na szlaku. Jak to w górach bywa zejście nie jest łatwiejsze niż wejście…

dsc_0105 Na przełęczy Karb raz jeszcze poruszamy temat decyzji o odwrocie i obaj dochodzimy do wniosku, że była to dobra decyzja. Schodzimy do doliny i podejmujemy decyzję o wyruszeniu karnie na Kasprowy Wierch. Zejście po kamieniach jest lekko męczące, ale w końcu udaje się ponownie dotrzeć do Czarnego Stawu Gąsienicowego. Docieramy do Murowańca gdzie robimy mały przepak i ruszamy w obranym wcześniej kierunku.

dsc_0117 Zaczynamy podejście żółtym szlakiem w kierunku Kasprowego. Początek spokojny jednak po chwili zaczyna się wędrówką pod górę. Nad Dolinę Gąsienicową nadciągają chmury, które łapią nas na trochę przed Suchą Przełęczą.

dsc_0133 Widoczność spada bardzo mocno. Po chwili mijamy odprowadzające nas wzrokiem stado kozic.

dsc_0142 Koleżanki nie przejmują się jednak zbytnio naszą obecnością. Zaczynamy napotykać turystów, którzy ewidentnie przybyli tu kolejką sądząc po ubiorze. To może oznaczać tylko jedno. Za moment będziemy na Kasprowym, który zresztą po chwili wyłania się zza chmur.

dsc_0140 Na Kasprowym okazuje się, że z planowanego obiadu nici bo restauracja jest właśnie zamykana. Rzutem na taśmę i dzięki uprzejmości pań z obsługi dostajemy po talerzu pysznej zupy pomidorowej. Czas jednak wracać bo goni nas zmrok. Ruszamy w drogę powrotną do schroniska wybierając wariant dłuższy przez Liliową Przełęcz idący wzdłuż granicy polsko – słowackiej. W oddali majaczy Goryczkowa Czuba a za nią dalsze szczyty Tatr Zachodnich. Po przejściu przez Beskid schodzimy zielonym szlakiem do doliny w objęciach chmur.

dsc_0145 W Murowańcu meldujemy się po zmroku. Tutaj impreza w pełni i kilkukrotnie więcej ludzi niż w noc poprzednią. Widać, że nadszedł weekend. Jest dużo ludzi, którzy trafili tu chyba raczej przypadkiem – dowiadujemy się na przykład, że ktoś tam maszerował na Świdnicę (sic!) i poznajemy techniki jak nie czytać mapy Tatr. Debatujemy też nad różnymi wariantami jutrzejszej wyprawy. Jest dużo opcji, za dużo… Główna to taka żeby wyjść wcześnie na lekko i pójść przez Zawrat od Doliny Pięciu Stawów po czym wrócić przez Krzyżne z powrotem do Murowańca. Jednak poznani koledzy z Opola i Brzegu (pozdrawiam serdecznie!!!!) odradzają nam tak długiego wariantu w tych warunkach. Kładziemy się spać i podejmujemy decyzję dopiero rano przy śniadaniu. Pójdziemy na ciężko, z pełnym ekwipunkiem przez Zawrat do Doliny Pięciu Stawów i albo zostaniemy tam na noc albo pójdziemy dalej do Doliny Roztoki lub nawet do Palenicy Białczańśkiej na busa do Zakopanego. Żegnamy się z Wojtkiem i Krzyśkiem życząc im udanej wyprawy na Kościelec i bezpiecznej podróży do domu. Pogoda dopisuje więc ruszamy sprawnie, ponownie w kierunku Czarnego Stawu Gąsienicowego. Obchodzimy go machając wspinającym się na Karb kolegom. Kościelec dumnie pręży się skąpany w promieniach porannego słońca.

dsc_0154 Przed nami wyrasta część Orlej Perci z prężącymi się od lewej Granatami, Kozim Wierchem oraz ukrytym Zawratem i początkiem masywu Świnicy.

dsc_0152 Wdrapujemy się podejściem na górę i odbijamy w prawo przy Zmarzłym Stawie. Przed nami wyrasta Zawratowy Żleb i sama przełęcz. Od tego momentu zaczyna się zabawa. Na początek bardzo śliskie kamienie. Po czym wita nas zmarznięty, twardy śnieg zalegający w Żlebie. Czas zrobić przerwę na podładowanie akumulatorów i uzbroić się w sprzęt. Na początek raki. Krok po kroku ruszamy w górę Żlebem kontrolując każdy krok. W 1/3 długości podejścia robimy przerwę i dozbrajamy się w czekany. Za nami w dole widać kolejne osoby zaczynające podejście. O zgrozo pewna para widzę próbuje iść bez raków. Totalny debilizm w takich warunkach i w tak zdradliwym miejscu. W górnej części naszego podejścia robi się już dosyć nieprzyjemnie.

dsc_0156 Zmarznięty, twardy śnieg zmienia się w wyślizgany lód. Próbujemy przedostać się przez rumowisko w ostatniej części jednak musimy trawersować na prawo przez lód. Ten krótki odcinek powoduje mocniejsze bicie serca. Od żlebu odpada też kamień, który leci w dół. Ostrzegamy osobę podchodzącą za nami. W końcu udaje mi się wdrapać na przełęcz. Po chwili dociera Karol.

dsc_0162 Zamieniamy kilka słów ze spotkanymi osobami i mocno cieszymy się, że nie wybraliśmy opcji zejścia tutaj bo trwałoby to bardzo długo i byłoby na pewno nieciekawie. Ruszamy w kierunku Doliny Pięciu Stawów mając po swojej prawej Świnicę a po lewej Mały Kozi Wierch. Przed nami w dole Czarny Staw Polski.

dsc_0172 Spotykamy dwóch chłopaków, którzy cytuję „wybrali się pierwszy raz w Tatry” i maszerują właśnie z doliny w kierunku Zmarzłego Stawu by wrócić przez Kozią Przełęcz do schroniska. Mocno odradzamy im tej wyprawy, ale idą dalej… Po chwili zatrzymujemy się by zdjąć raki i odwiesić czekany. Przed nami spokoje zejście do w kierunku Wielkiego Stawu z kryjącym się w chmurach Szpiglasowym Wierchem.

dsc_0176 Do schroniska w Dolinie Pięciu Stawów Polskich docieramy po ponad godzinie. Na miejscu mnóstwo ludzi i duży ruch. Noclegów brak a i gleba będzie mocno oblężona. Myślimy czy zostać dłużej i nie pójść w kierunku Morskiego Oka, ale postanawiamy, że tam dopiero będzie tłoczno. Poza tym idzie załamanie pogody. Schodzimy więc czarnym szlakiem w kierunku szlaku zielonego wiodącego przez Dolinę Roztoki. Mijamy Wodogrzmoty Mickiewicza i decydujemy się na dalszą wędrówkę w kierunku Palenicy Białczańskiej.

dsc_0184 Po południu docieramy do Zakopanego gdzie rozbijamy się na Krupówkach w hotelu Gromada, który pamięta jeszcze pod każdym względem czasy ZSRR… Jest sobota i imprezy andrzejkowe co powoduje, że na Krupówkach jest dosyć patologicznie. Szybkie spanie i pobudka. Zmieniamy rezerwację pociągu na wcześniejszy i wyruszamy autobusem do Krakowa gdzie łapiemy pociąg jadący przez Poznań do Gorzowa Wielkopolskiego.

dsc_0187 Do Częstochowy jest całkiem spoko, potem zaczyna się masakra, skład załadowany jest po dach. Na dodatek wleczemy się od stacji do stacji. Takie życie. W Poznaniu meldujemy się przed 19:00 mając w głowie ułożony już kolejny plan ataku tatrzańskich szlaków.

Tak więc do szybkiego zobaczenia!

Listopadowa wyprawa w Tatry
avatar
%d bloggers like this: