W związku ze zbliżającym się wyzwaniem w Radkowie już jakiś czas temu zaplanowałem biegowy wypad w góry. Summa summarum padło na czeską miejscowość Bedrichov położoną kilka kilometrów od Liberca gdzie 3 września odbywała się letnia wersja Jizerskiej 50tki w kilku wariantach długości. Wybrana trasa 23 kilometry, suma przewyższeń jakieś 400 metrów czyli tak naprawdę niezbyt górsko a bardziej pagórkowato. Kolega Tomek ze spotujesie.pl zaliczyłby taki bieg do nizinnych 😉 Tak czy owak wyzwanie zostało podjęte. Wyruszyliśmy w rodzinnym gronie w piątek po pracy ze sparaliżowanego wypadkami Poznania by po 22:00 zameldować się w Szklarskiej Porębie w zawsze przez nas odwiedzanym Domu Zielony Kamień. Szybki wyciąg i wczesna pobudka. Wyskok po bułki do piekarni, pakowanie i po 8:00 jestem już w aucie jadąc w kierunku Harrachova z którego kieruję się na Tanvald i Liberec. W okolicy 9:00 jestem w Bedrichovie. Parking dolny już zapełniony, trzeba wjechać wyżej na górny parking wskazany przez policję, jakieś 2 kilometry od startu.

DSC_0288Schodzę do biura zawodów, odbieram pakiet startowy i melduję się na starcie biegu głównego na 50 kilometrów, który rusza o 9:30.

DSC_0285

DSC_0286Po starcie długodystansowców mam 90 minut do mojego biegu więc na spokojnie wracam do auta gdzie przebieram się i zostawiam niepotrzebne graty. Schodzę na start i czas na rozgrzewkę. Rundka dookoła miasteczka – przyznać muszę, że impreza zorganizowana z rozmachem. Zresztą z tego co zrozumiałem z czeskiego 😉 jest to jeden z najpopularniejszych biegów w okolicy czy też nawet Czechach ale czy to prawda ciężko mi stwierdzić. W międzyczasie startuje kilka biegów z udziałem dzieci – tutaj nie ma miejsca na odpuszczanie, walka na śmierć i życie 🙂

dzieciO 10:45 staję sobie na końcu stawki na pełnym relaksie, by kilka sekund po 11:00 biec już w siną dal. Pierwsze 1,5 km to podbieg, bardzo spokojny podbieg. Staram się biec spokojnym tempem kontrolując tętno. Ludzi mnóstwo ale jest szeroko więc kolumna zgrabnie przesuwa się do przodu. Do 6 km trasa pagórkowata – raz w dół, raz w górę. Grupa zaczyna się rozciągać. Są szerokie drogi szutrowe jak i wąskie, korzenne „single”. Trasa bardzo miła dla oka. Kolejne 2,5 km to bardzo płaski odcinek bez żadnych udziwnień, mija bez historii poza tym, że słońce zaczyna mocniej podpiekać i łapie mnie pragnienie. Po lekkim podbiegu na 9 kilometrze łapię jednak bufet i wbiegam na najwyżej położoną tamę w Górach Izerskich o długości 340 metrów.

14203130_10154499868814518_3211032819144670857_nPiętrzy ona wody Czarnej Nysy, która przepływa przez okolicę. Przyznać trzeba, że widoki pierwsza klasa. Trasa wiedzie drogą dookoła zbiornika utworzonego przez działanie tamy by na 12 km odbić na rozwidleniu w lewo. Na 13 km ze słońcem walącym prosto w twarz mamy długi podbieg.

Běhejlesy.cz  Jizerska 50 2016 0050Tutaj po raz pierwszy łapię lekki kryzys, zwalniam by po chwili nawet przejść do szybkiego marszu. Nie ma co się katować, jest mega upał. Po kilkudziesięciu metrach biegnę jednak dalej. Na 16 km zaczyna się chyba najmocniejszy podbieg zawodów, ciągnący się przez 2 kilometry z różnicą wysokości ponad 50 metrów 😉 Prawie jak Himalaje 😀 ale jednak pod górę. Teraz 2 kilometry w dół i docieramy do rozwidlenia ma którym już byłem. Tym razem kręcimy w prawo i zaczyna się lekki podbieg.

2016-JI-4002-2461Słońce już bardzo mocno dokucza, nogi już też czują swoje, kolejny lekki kryzys ale szybko zostaje opanowany, Od 22 km można rzec leci się już tylko w dół. Mogę rozprostować nogi i wydłużyć bieg co daje mi przewagę nad innymi sądząc po tym, że mijam kilka osób. Ostatnie 600 – 700 metrów to już pełna rura w dół zgodnie z grawitacją, nie będę się przecież hamował i psuł sobie stawów.

2016-JI-1371-2461Na mecie mnóstwo ludzi krzyczących do mnie po czesku – zakładam, że wykrzykiwali same pozytywy 😉 ale pewnym być nie można bo przecież mogli nawiązywać do Operacji „Dunaj”… W miasteczku mnóstwo uciech cielesnych przygotowanych przez organizatorów dla finiszerów. Można się napić, najeść i wymasować – udaję się jednak bez niczego w drogę na górny parking gdzie po przebraniu ruszam w krętą drogę do Szklarskiej. Po drodze rzucam jeszcze okiem na medal – minimalistyczny, ale zapracowałem na każdy jego, drewniany kawałek 🙂

medalPodsumowując – okoliczności przyrody bardzo piękne, organizacja perfekcyjna, trasa bardzo miła i malownicza. Jednak mimo tego, że trasa dała mi wycisk to aż tak strasznie górsko nie było. Został jakiś mały niedosyt…

W naturze jednak nic nie dzieje się bez przyczyny – kolejne tygodnie na pewno spowodują, że górskich wyzwań będę miał po dziurki w nosie…

Ale o tym wkrótce 🙂

Zdjęcia: Jizerska50, Behej Lesy

Jizerska 23 Run czyli namiastka górskiego biegania pod Libercem…
avatar
%d bloggers like this: