Po spędzeniu poprzedniego weekendu na szosowej eskapadzie przyszedł czas na rozruszanie zastanych kości. Zawody enduro w Szklarskiej Porębie były doskonałym pomysłem na rozerwanie się po lekkiej monotonii asfaltów północno – wschodniej Polski. Jadąc w kierunku Szklarskiej Poręby w piątek po południu nie wiedziałem jeszcze jak bardzo się rozerwę 😉

Bazę wypadową rozbiliśmy w Karpnikach gdzie dotarliśmy wieczorem napataczając się w naszym noclegu na festiwal filmów alternatywnych lub czegoś w tym rodzaju. W okolicy musiało porządnie lać w ciągu dnia sądząc po przemoczonej okolicy. Na dodatek wieczorem przyszła ogromna ulewa, która nie odpuszczała do późnych godzin nocnych. Deszcz i pioruny nie zrobiły jednak takiego spustoszenia w naszych głowach jak chrapanie jednego z kolegów w naszym 5-osobowym pokoju, który piłował potężnie do samego budzika. Do teraz zastanawiam się jak mury naszego noclegu wytrzymały ten rezonans. Tak czy owak wstawaliśmy rano lekko mówiąc niekoniecznie wyspani. Po śniadaniu udaliśmy się na rundkę po Rudawskim Parku Krajobrazowym odwiedzając co bardziej interesujące miejsca Rudaw Janowickich.

Runda niezbyt długa w związku z nadchodzącymi zawodami, jednak całkiem treściwa i dająca wiele radości z jazdy. Duża wilgotność i wysokie temperatury powodowały jednak, że było dosyć parno i męcząco. Po południu skupiliśmy się na przygotowaniu sprzętu i relaksie, aby rano być w pełni sił. Koledzy będący w Szklarskiej Porębie przywieźli nam pakiety startowe. Raport z pola walki – w Szklarskiej leje jak z cebra.

Mimo antychrapaniowych zatyczek w uszach zrobionych z tego co każdy miał pod ręką usłyszeliśmy budziki skoro świt. Po sytym śniadaniu ruszyliśmy w drogę do miasteczka zawodów mieszczącego się przy stacji kolejki w Szklarskiej Porębie. Na miejscu ogarnęliśmy parking i można było przygotować się do startu. Ludzi już całkiem sporo, a z każdą chwilą docierali kolejni

W okolicy 08:00 rozpoczęła się lekko spóźniona odprawa gdzie jak zawsze mogliśmy posłuchać co z czym się je, na jakie znaki uważać itd itp etc…

Jakieś 20 minut później w drogę na OS#1 zaczęli wyruszać zawodnicy z grupy #1. Pierwsi z nas startowali jeśli dobrze pamiętam w grupie #3. Pojechali więc w drogę przed nami. Z kolegą Rudym mieliśmy okolice tej samej grupy więc na dojazdówkę wybraliśmy się razem. Trochę w dół, trochę Szosą Czeską w kierunku Jakuszyc. Napotkany po drodze Piotrek Kurczab rzucił nam tylko gdy go mijaliśmy, że odcinek, który nas czeka jest z tych „kondycyjnych” 😉 Jeszcze tylko odbicie na leśną drogę i po chwili stanęliśmy na starcie OSu#1.

Tutaj pierwszy płacz ludzi stojących w kolejce – bo start jest z podjazdem, bo nie ma jazdy w dół od początku, bo to nie enduro i gdzie flow, i te sprawy. Dobrze, że kolejka sprawnie posuwała się do przodu bo musiałem słuchać tego marudzenia tylko kilka minut. Start i jak już wszyscy wiemy podjazd. Po chwili wypłaszczenie i płaski odcinek pośród świerków. Po chwili skręt w lewo i zjazd po korzeniach. Zapominam z tego wszystkiego opuścić sztycy 😉 No teraz zjeżdża się już o wiele lepiej 😀 Trzeba uważać na kamienie i korzenie poukrywane w trawie. Kolejna sekcja podjazdowa i przejazd przez bardzo wilgotny teren po czym trasa wiedzie przez obsypany igliwiem las. Ostatnia prosta i zjazd do mety. Przecinam punkt kontrolny, rozluźniam się i zaliczam efektowny lot przez kierownicę wpadając do rowu z wodą. Spec od enduro nie ma co 🙂

Dojazdówka na OS# przenosi nas na drugą stronę Szosy Czeskiej na zielony szlak prowadzący z Przełęczy Szklarskiej do Schroniska Hala Szrenicka. Widoki są przepiękne, pogoda dopisuje.

Po chwili stoimy już na starcie OS#2. Szybkie odliczanie i ruszam w dół chwilę pod Rudym. Początek całkiem spoko, trawiaste podłoże pozwala na szybką jazdę. Po kilkuset metrach zaczyna się robić mokro. Po chwili jest już bagno, zapadam się po kolana, prawie po pas. Mam problem żeby w ogóle wyciągnąć rower zassany przez torfowisko.

Bagno ciągnie się przez kolejne kilkaset metrów. Nie ma możliwości żeby przejechać więcej niż kilka sekund w siodle. Zawodnicy ledwo poruszają się miejscami walcząc z zasysającym błotem. Jak dla mnie zabawa wyśmienita chociaż momentami lekko deprymująca 😛 Po pewnym czasie zaczyna się rumowisko głazów – no tutaj na pewno też nie pojadę 🙁 Zastanawiam się czy w ogóle pojadę jakiś dłuższy odcinek podczas tego etapu… W końcu las i bardziej suche podłoże, można ciąć chociaż droga pokryta jest luźnymi kamieniami i kawałkami gałęzi. Trzeba uważać. Na końcu trochę podmokłego lasu i zdradziecki uskok gdzie kolega Rudy kończy swoją przygodę z tymi zawodami rozwalając tylne koło. Jest i meta. Krótka rozmowa z Rudym, który decyduje kierować się w stronę auta, a ja jadę w kierunku OSu#3. Na bufecie spotykam resztę ekipy, która liże rany po ciężkiej przeprawie poprzedniego odcinka.

Dojazdówka na OS#3 z początku prowadzi jak na OS#1. Kierujemy się jednak dalej na północny – zachód drogą, która czasami jest mało przejezdna.

Po dłuższej chwili docieramy do Kopalni Stanisław. Miejsce słynące kiedyś z wydobycia kwarcu stoi aktualnie raczej opuszczone służąc za atrakcję turystyczną.

Krajobraz ciekawy dla oka, miejscami prawie księżycowy. Zostajemy tu na chwile ładując baterie.

Jeszcze tylko krótka wspinaczka i przed nami OS#3. Jednostki na starcie, nie ma kolejki, ruszamy prawie z marszu. Początek po trawiastym podłożu pomiędzy świerkami. Po chwili sekcja bardziej techniczna i lecimy w dół po kamieniach. Uskok i odbicie w lewo na asfalt gdzie czeka nas 200 metrów podjazdu. Niby mało, ale odczuwam ten szarpany odcinek w nogach. Zjazd z drogi i zapadam się po kostki w błocie, muszę butować. Przede mną leśny odcinek, który wije się przez trawy z pochowanymi mniejszymi i większymi skałkami. Trzeba uważać. Jeszcze kawałek korzenno – kamienistej rynny i wpadam na metę. Uff jakoś poszło, chyba pierwszy odcinek gdzie jako tak jestem zadowolony z jazdy. Słońce pali bardzo mocno, zbieramy się w drogę na ostatni odcinek specjalny.

Przed nami długa dojazdówka, która pnąc się miejscami mocno pod górę dowozi nas do zielonego szlaku. Tu już dzisiaj byliśmy. Mijamy miejsce gdzie zaczynaliśmy piekielny OS#2 i jedziemy dalej w kierunku Hali Szrenickiej.

Jest bardzo malowniczo 🙂 Na miejscu trafiamy na większą grupę zawodników czekających na otwarcie startu. Kilka minut oczekiwania pozwala na małe przegrupowanie i uzupełnienie płynów oraz węgli.

Czołówka rusza jako pierwsza. Po chwili stoję już w ogonku, który za kilka minut doprowadzi mnie do początku OSu#4. Na twarzach kilku osób skupienie, atmosfera jednak mocno wyluzowana.

W końcu czas na moją kolej. Ruszam w dół kilkaset metrów bez większych problemów. Po chwili jednak natrafiam na małą szykanę prowadząca w świerkowy gąszcz. Wypadam z rytmu, wbijam się przednim kołem w stojący na środku pieniek. Ekstra… Trasa wiedzie podmokłą drogą, koła zapadają się czasem głęboko w błocie. Kilkaset metrów dalej lecę w dół drogą wyrobioną przez ciężki sprzęt leśny. Trzeba mocno uważać na leżące kamienie i gałęzie, które w moment mogą zakończyć zabawę. Wpadam na kamienisty szlak, który tnie prosto w dół przez las. Dobry pomysł organizatora, który ustawia na tym odcinku dwie szykany redukujące szaleńczą prędkość zawodników. Lecąc tak w dół po kamieniach czekam tylko na odgłos rozerwanej opony lub czegoś bardziej spektakularnego… Na szczęście obyło się bez tego rodzaju przygód. Skręt w prawo w trawiasty wąwóz i ostry zakręt w lewo usiany tonami kamieni. Zaliczam tutaj małą glebę. Zbieram się szybko, przecinam asfalt i wpadam w kolejny wąwóz przechodzący z łagodnego trawiastego podłoża w diabelnie śliskie kamienie. Tutaj muszę kilka metrów pokonać z buta. Siadam na rower i wypadam na prosty odcinek wiodący pośród pięknego lasu iglastego. Mijam jakiegoś zawodnika prowadzącego rozbity rower i kręcę w prawo na szutrową drogę, by po chwili przeciąć Główny Szlak Sudecki w okolicach Wysokiego Mostu. Dużo turystów i niezły doping 😉 Skręcam w lewo w mieszankę korzeni i kamieni. Ostatnie kilkaset metrów szaleństwa po niezłej tarce i meta! Szybka pogawędka i kierujemy się w dół do auta. W miasteczku zawodów szybkie jedzenie i mycie rowerów. Przebieramy się i można ruszać w drogę do domu.

Podsumowując! 🙂 Genialny wyjazd i super zawody. W internetach po zakończeniu imprezy rozpętała się ogromna gównoburza dotycząca warunków na OSach. Jedni uważają, że było wyśmienicie. Drudzy mówią, że były to słabe zawody, a OS#2 to najtragiczniejszy odcinek specjalny w historii enduro… Każda z frakcji ma swoje argumenty za i przeciw… Oceniając to co zrobiła ekipa Enduro MTB Series pamiętać jednak trzeba, że bagno na OSie#2 to sprawka ulewnych deszczy przed startem. Mimo wszystko wydaje mi się, że w społeczeństwie dużo ostatnio marudzenia i narzekania. Mnie podobało się bardzo mimo tego, że wynik jaki przywiozłem ze Szklarskiej był z tych słabszych 😛 Było ciężko, było mokro, było wolno, było też i szybko. Najważniejsze, że obyło się bez wypadku. No i jak dla mnie zabawa była przednia 😀

Enduro MTB Series Szklarska Poręba- biegać, skakać, latać, pływać, w tańcu, w ruchu wypoczywać
avatar
%d bloggers like this: